Jaka jest sztuka uprawiana przez Monikę Hartman? Nie jestem artystą awangardowym, ponieważ nie interesuje mnie poszukiwanie nowych środków wyrazu i eksperymenty formalne. Pozostawiam je ludziom, których pcha w tym kierunku ich natura.

Pozostaje pytanie, czy w ogóle uprawiana przeze mnie twórczość należy do sztuki współczesnej? W pewnym sensie jest to oczywiste, ze względu choćby na wykształcenie na Akademii Sztuk Pięknych – pewne sposoby myślenia o formie są tam głęboko wpajane. Poza tym pewien eklektyzm środków wyrazu, czerpanie z doświadczeń przeszłych pokoleń artystów, często nawet niezbyt świadome – to nieodrodne piętno postmodernizmu, które noszę wspólnie z wszystkimi twórcami mojego pokolenia.

A jednak moja sztuka nie jest postmodernistyczna, ponieważ jej celem i istotą nie jest gra konwencją ani ponowne „odkrywanie” przeszłości, by ją zreinterpretować. To również pozostawiam kolegom, podobnie, jak wszelkie poszukiwania koncentrujące się przede wszystkim na formie. Jak sądzę, w tym tkwi istota mego nienowoczesnego podejścia do sztuki – podobnie jak Duda-Gracz uważam, że „forma jest tylko środkiem wyrazu, a nie jego celem”. Sztuka, w jakikolwiek sposób uprawiana i bez względu na dziedzinę jest przede wszystkim medium – środkiem przekazu. Treść jest przekazywana intuicyjnie i nieokreślona, ale w sposób niewątpliwy istnieje.

Według Jerzego Dudy Gracza: „Malowanie obrazów może pełnić (poza artystyczną oczywiście) funkcję ideową, społeczną, dydaktyczną etc., której rezultaty dają wizualne wyobrażenie czegoś więcej niż malarskiego rozwiązywania płaszczyzny. Musi być tylko spełniony ten podstawowy warunek, że ma się coś swojego i istotnego do powiedzenia, wtedy z pewnością formalne rozstrzygnięcie nie tylko się znajdzie, ale może się zdarzyć, że będzie rozstrzygnięciem formalnie nowym”.

Również uważam, że formalne nowatorstwo jest pochodną treści artystycznego przekazu. Jest korzystne i wskazane, lecz bynajmniej nie sine qua non. Osobiście znacznie wyżej cenię sprawność warsztatową, doświadczenie i wyrobiony gest ręki. Lubię precyzję wykonania i dlatego moje prace są z natury linearne – wszystko, od grafiki począwszy, po malarstwo opiera się na kresce, którą uważam za najbardziej osobistą z cech.

Cóż jednak usiłuję za pomocą swych linii wyrazić? Wielu twórców zajmuje się problematyką współczesnego społeczeństwa, zwracając uwagę odbiorcy na zmiany w mentalności jakie niosą ze sobą nasze czasy. Dla mnie znacznie bardziej istotne jest to, co właśnie poza rzeczywistość wykracza. Rzeczywistość, współczesna czy przeszła, jest dla mnie jedynie swoistym sztafażem – zewnętrzną warstwą istnienia, niczym skórka na pomarańczy. To po pierwsze wypadkowa wszystkich indywidualnych wszechświatów zawartych w umysłach poszczególnych osób, niczym matematyczna średnia. Po drugie, to tylko złudzenie stworzone poprzez ograniczenia naszych zmysłów. Poza nią kryje się świat, który jest nam pozornie niedostępny, a jednak wyraźnie odczuwalny, niemal namacalny. Tworząc, z jednej strony otwieram się na płynące z niego doznania, z drugiej przekazuję je innym, sygnalizuję im istnienie czegoś, co wykracza poza codzienne, a nawet naukowe poznanie rzeczywistości.

Chcę, by moje prace były transcendentnym „oknem na prawdziwy świat”, by wyrażały wiarę w sensowność i nieprzypadkowość wszystkiego, co się wydarza, w to, że istnieje siła, która świadomym gestem kieruje zarówno tym, co dostępne nam poznanie określa jako rzeczywistość, jak i tym, co nią naprawdę jest, a czego istnienie tylko przeczuwamy. Moja sztuka jest niezgodą na biologizującą, materialistyczno-deterministyczną koncepcję człowieka i jego otoczenia.

Nie polemizuję z naukowym podejściem, które usiłuje odnaleźć bardzo konkretne wytłumaczenie dla wszelkich zjawisk, nawet tak ulotnych jak emocje. Taka jest istota nauki jako narzędzia poznania. Uważam, iż narzędzie to nie nadaje się po prostu do pewnych celów – są sfery, gdzie ono nie sięga, a jego opis jest jedynie połowiczny. Powszechna wiara w zjawiska przez naukę niepotwierdzone jest dowodem na to, iż ludzie mają wyraźne tego poczucie, bez względu na to, w jak absurdalne rzeczy zdarza im się wierzyć.

Usiłuję tym, co robię, wrócić do światopoglądu, który współczesność zatraciła – do przekonania o sensowności i celowości wszystkiego, o tym, że mamy w świecie swoje przyznane, uprawnione miejsce w hierarchii bytów, że jesteśmy dziećmi wszechświata, który sięga dalej niż nasze biologiczne granice.